Kolumbia: Bogota – co warto zobaczyć i wrażenia.

DATA OSTATNIEJ AKTUALIZACJI:

AMERYKA POŁUDNIOWABLOGKOLUMBIA

Hasło reklamowe tego kraju głosi “Jedyne ryzyko jest takie, że będziesz chciał tu zostać”. Przyznać trzeba, że to dosyć śmiałe (by nie powiedzieć zuchwałe ! ) stwierdzenie. Szczególnie, że Kolumbia z początku kojarzyła mi się tylko z ryzykiem rabunku lub uprowadzenia. No więc jak to jest, chce się podjąć to ryzyko czy nie?

Niezaprzeczalnym ryzykiem jest to, że można ogłuchnąć! Kolumbia jest głośna! Kolumbijczycy bez krępacji puszczają z mieszkań muzykę na cały głos (nawet w nocy!), a sprzedawcy straganów przez mikrofon walczą o klienta, krzycząc żebyś koniecznie odwiedził ich sklep. Do tego wszędzie zaczepiają mnie uliczni sprzedawcy z butelkami, zegarkami, piwam i wszelkimi duperelami. Trochę czasu mija, kiedy przestaje mnie to męczyć i nie zwracam już na nich uwagi.

Jak niemal większość krajów Ameryki Południowej, Kolumbia przestrzega przed chodzeniem po zmroku,  straszy złodziejami, a domy szokują oknami zabitymi kratami. Mimo, że stolica wręcz się jarzy od światła w nocy, to nocą zdecydowanie nie należy podziwiać jej uroków. Jest to dla mnie dosyć spora wada podczas spędzania tutaj wakacji przy ogromnej chęci korzystania z uroków miasta przez całą dobę. Cóż, już po 18 zapada zmrok. I muszę to głośno powiedzieć: Kolumbia choć piękna, to niestety niewdzięczna dla turysty. Każe iść spać wcześnie, a wstawać z samego ranka, by móc czerpać z podróży jak najwięcej. Dostać się tutaj też nie jest tanio, loty w najtańszej opcji kosztują mnie 590 euro z Berlina – bez bagażu nadawanego, oczywiście.

Bogota – pierwsze wrażenie

Ląduję w Bogocie. Cóż za miasto! W sumie ciężko mi je polubić od razu… Wydaje mi się mroczna, brudna, głośna, zatłoczona, ogromna, a przy tym jednak fascynująca! Coś w tym mieście jest, że po początkowym szoku, chcę wrócić tam ponownie. Na pewno pozytywnie zaskakuje mnie pogoda, mnóstwo stoisk z jedzeniem ulicznym, architektura inna niż w Europie i sama różnorodność dzielnic.

Przed wyjazdem czytam krótki przewodnik na temat bogotańskich dzielnic. Bo dobra dzielnica w Kolumbii, to sprawa – dosłownie! – życia i śmierci! Dowiaduję się, jakie są dobre: La Candelaria, Zona Rosa i ta, w której postanawiam się zatrzymać, Chapinero. Dzielnica z cenami jest gdzieś pośrodku, na pewno tańsza niż Zona Rosa, gdzie ceny mogą zmrozić nawet mnie, mieszkankę Berlina. Chapinero to ponoć hipsterska, imprezowa i bezpieczna dzielnica. Przyzwyczajona do europejskich standardów odnoszę jednak inne wrażenie… Ulice są często zaniedbane (w niektórych miejscach nawet bardzo!), tak samo jak rozpadające się budynki dookoła. Ale to chyba urok całej Ameryki Południowej, czyż nie? Poza tym wieje w wielu miejscach pustkami, nawet w dzień. 

Ale wędrując po Bogocie szybko się przekonuję, jak łatwo granice między tą dobrą a złą dzielnicą się zacierają. Coś co jest bezpieczną dzielnicą, dwa kroki dalej przemienia się w rejon prostytutek i bezdomnych. Nawet taksówki się tam niechętnie zatrzymują. Na szczęście jest jeszcze Uber. Uber w Kolumbii jest popularny, aczkolwiek nielegalny. Nie zdziw się zatem, jeżeli kierowca każe Ci usiąść z przodu, a wioząc na lotnisko wyrzuci Cię koło stacji benzynowej 20 min drogi przed, lub na dalszych rejonach parkingu. Ale za to te ceny! – przejazd z lotniska Eldorado do Centum wynosi 20000 COP (ok. 22 zł). Ponoć te żółte, oficjalne taksówki są dwa razy droższe. Nie próbowałam jednak z nich korzystać. Raz wzięłam taksówkę zamawianą przez hotel (lądowanie było o 22), za przejazd wyszło 48000 COP (ok. 54 zł). Różnica spora. Większość przejazdów oscyluje między 8000 a 10000 COP (ok. 9 – 12 zł). Uberem zresztą poruszałam się na dłuższe dystanse przez cały mój pobyt w Bogocie (w sumie trzy dni).

Zabytki Bogoty

Bogota posiada piękną starówkę wraz z wielkim Plaza Bolivar. Przyszłam odwiedzić plac z samego ranka, koło 8, dzięki czemu mogłam w spokoju podziwiać i zachwycać się starymi, kolonialnymi budynkami. Niestety, już po 10 plac zaczął zapełniać się ulicznymi sprzedawcami, głośnymi grajkami i tłumem innych ludzi. Cisza szybko uciekła!

W okolicy można się zgubić w uliczkach, dostać na pobliskie – niemniej urokliwe-  osiedla. Niektóre wyglądają dla mnie jak wyjęte prosto z angielskich filmów!

Monserrate

Drugim ważnym punktem do odwiedzenia jest Wzgórze Monserrate, z którego mam okazję zobaczyć przepiękny widok na panoramę Bogoty z jednej strony, na resztę wzgórz okalających miasto z drugiej. Radzę jednak wybrać się na nie jak najwcześniej, bo kolejka na wjazd na Monserrate może być naprawdę długa. Sprawy mi nie ułatwia fakt, że są osobne kolejki: jedna do kasy, a potem druga do samej kolejki linowej. Można oczywiście też wejść na piechotę, ale ja jednak nie korzystam.  Sama atrakcja jest licznie odwiedzana w niedzielę przez samych mieszkańców, wtedy ceny na przejazd są tańsze, a na wzgórzu odbywa się msza w mieszczącym się tam Kościele. Oprócz pięknych widoków czekało na mnie mnóstwo kramów z pamiątkami i miejscowym przepysznym i do tego tanim jedzeniem. Jak dla mnie obowiązkowy punkt wycieczki!

Od razu odczuwam, jak w tym mieście pogoda potrafi płatać figle! W ciągu jednego dnia można doświadczyć i zimna, i słońca, i deszczu! Przy okazji można się spalić! Zapominając jak wysoko i blisko równika jestem, nie smarowałam się żadnych przeciwsłonecznym mazidłem. Cóż, po jednym dniu już byłam spalona! Przynajmniej wielką zaletą położenia Bogoty okazuje się brak latającego paskudztwa: komarów.

Kolumbia – bezpieczeństwo

Chyba pierwsze pytanie, jakie sobie zadawałam przed wyjazdem. Pierwsze o czym pisali, pierwsze o co należy się pytać. Bo – jak myślałam – strach powinien Ci towarzyszyć od pierwszych chwil po wylądowaniu, nakręcony przeczytanymi przed podróżą historiami. Strach przed rozbojem, kradzieżą i walkami gangów. W końcu jedno z najniebezpieczniejszych miast świata dalej widnieje w rankingu (Cali), a drugie (Medellin) jeszcze niedawno na nim piastowało pierwsze miejsce. Ile ja się bzdur naczytałam na tych wszystkich forach i w tych wszystkich internetowych poradnikach! Od siebie dodam, że już po pierwszym dniu – będąc wcześniej cała w stresie – uznałam że te opisy są mocno przesadzone! Szczególnie te dotyczące ulicznych gangów wyrywających Ci smartfon z ręki, jak tylko go wyciągniesz, by strzelić fotkę. Można spokojnie chodzić z telefon i robić zdjęcia wszystkim atrakcjom. Ale żeby nie było: radzę po prostu nie zachowywać się jak idiota! To jednak nie Europa, przykro mi. Drogi zegarek na ręce, lustrzanki przewieszone na szyi, portfel niechlujnie schowany do kieszeni spodni – lepiej nie kusić losu. No chyba, że chcesz przejść się jedynie z taksówki do hotelu w Zona Rosa. Niemiłe dzielnice w Bogocie znaczą naprawdę niemiłe dzielnice. Jeżeli jednak będziesz przestrzegać tych zasad, a przy tym podejmiesz ryzyko, by zobaczyć Kolumbię, to według mnie na pewno nie pożałujesz! 

A dla tych, którzy już byli i chcieliby zostać na dłużej polecam spróbować wziąć udział w Wolontariacie w Kolumbii lub zapoznać się z opcją Emigracji do Kolumbii.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim ze znajomymi!

Podobne programy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu